Wschodowanie, to czynnosc bardzo absorbujaca, a zarazem dosc chaotyczna. Nie istnieje jeszcze w geografii takie pojecie jak "wschodni wiatr chaotyczny", a jednak nasza skromna ekipa doswiadcza jego dzialania od kilku dni.
"Ekipa", czyli Maciek i Tomek. Wlasciwie nic wiecej, poza naszymi imionami nie musicie o nas wiedziec, jako ze blog ten dotyczy nie tyle nas, co naszej podrozy. Podrozy autostopem zgodnie z wiatrem ze wschodu na zachod, a na przekor granicom, letniskom, oblezonym plazom i calej reszcie turystycznego przemyslu. W tym miejscu chcielibyscie juz pewnie dowiedziec sie, gdzie tak jedziemy. Z braku polskich liter wywnioskowaliscie do tej pory, ze pozegnalismy sie z ojczyzna jakis czas temu. Siedzimy bowiem w Stambule, w internetowej kafejce na dworcu autobusowym. Turecki dworzec, to miejsce, gdzie mozna kupic kebab, posciel, wziac kredyt, znalezc zone i to wszystko w ciagu jednego dnia. Z oddali dochodzi naszych uszu symfonia klaksonow z ulicy, a my zaraz ruszamy w srodek tego calego bliskowschodniego rozgardiaszu. Gdzie dokladnie?
Nie mamy pojecia. Moze do Kurdystanu, moze odwiedzimy Nachiczewan, mozliwe tez, ze zawieje nas do Armenii. Podroz rodzila sie w Polsce w bolach, z mapa i kartka w reku. Celem mial byc Nachiczewan - azerska enklawa miedzy Turcja, Armenia i Iranem. I tu dal o sobie znac chaotyczny wiatr, bo nagle uzyskanie wizy do Azerbejdzanu okazalo sie trudniejsze, niz moglo sie zdawac. Chociazby z tego powodu, ze ambasada w Polsce 1) nie dostala naszego zaproszenia 2) zamknela podwoje na wakacje, wysylajac konsula na jakis dyplomatyczny urlop.
- No ale jedziemy, prawda?
- Jasne, ze jedziemy.
No i pojechalismy.
Tomek
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz