poniedziałek, 17 sierpnia 2009

O makaronie, co podrozowal Audi 80

Nie trzeba byc czlowiekiem, aby podrozowac. Wiemy to juz (lub powinnismy wiedziec) z lektur szkoly podstawowej. Nie wszyscy wiedza jednak, ze rowniez martwa natura moze podrozowac.. z mala pomoca czlowieka. Oto lista naszych nieozywionych towarzyszy obecnej podrozy, wraz z krotkim podrozniczym CV:
  • makaron Pagani
    Zdecydowanie najlepiej czuje sie w chlodnym klimacie, w warunkach gorskich. Przemierzal norweski Jottunheimen, byl pod najwyzszym szczytem Szwecji - Kabnekaise. Jak twierdzi, nie gardzi polskimi gorami - odwiedzial Beskidy oraz Tatry. W wolnym czasie spelnial niezwykle wazna funkcje jako podporka do kabla od myszki w komputerze Tomka (bez makaronu kabel skrzypial). Jego brata blizniaka spotkal przykry los - zostal zjedzony w Tatrach Slowackich.

  • zurek "Winiary"
    Znawca wschodniej Europy, jego glownym celem podrozy byly gory Ukrainy - Gorgany oraz Swidowiec. Wlasnie szykuje sie do ostatniej, najwazniejszej podrozy - jak twierdzi, przygotowania zajma mu 8 minut.

  • mala flaga Azerbejdzanu
    Niestety, wiekszosc jej historii owiana jest tajemnica. Wszystkie jej wspomnienia to maly opuszczony pokoj na przejsciu granicznym gdzies pomiedzy Iranem, Turcja, Armenia a Azerbejdzanem. Wyrwana z tej monotonii przez dwoch turystow z pojemnymi plecakami, ktorym kazano czekac bezczynnie we wspomnianym pokoju przez 3,5 godziny.

  • ser plesniowy w puszkach aluminiowych oznaczonych czerwonym markerem
    "Na Morzu Polnocnym czuje sie jak w domu" - pykajac fajke, rozpoczyna swoja opowiesc. Plywajac na statku ratowniczym przezyl niejeden sztorm, widzial niejeden ocean. Konczacy sie termin waznosci zawiodl go do naszych plecakow, a w niedalekiej przyszlosci - do naszych zoladkow.

  • zolty kubek
    Byl wszedzie. Widzial wszystko. Pil z niego Czyngis Chan, Ataturk uzywal jako pojemnika na olowki, ktorymi skreslal z mapy kolejnych przeciwnikow, wojne przetrwal w podrecznej torbie generala Bora-Komorowskiego. Historycy przypuszczaja, ze byl przyczyna konfliktu w Gornym Karabachu.

2 komentarze:

  1. Niech zyje przeklęty bukareszcki dworzec! Niech zyje przeklęta Konstancja! Cieszę się, że nie zjadły was psy:)

    Po pierwsze chciałam powiedzieć, że zgadzam się. Dzięki posiadaniu bloga nie trzeba opowiadać tycg samych historii 15 razy, przez co cała podróż zaczyna się jakoś dziwnie spłycać. Zresztą,jak wiemy Tomasz (Macieju, nie znamy się), nie należy na najwylewniejszych osób świata. Ew. można zmusić go do opowieści, po zmuszeniu do pokazania kilku zdjęć. Więc plus. Jest jeszcze minus. Jak kilka tygodni po wyprawie, w towarzyskim rozgardiaszu chcesz nagle opowiedzieć świętną anegdotkę, masz już wypieki, zaczynasz opowiadać, a w tym momencie ktoś ucina - aaa wiem, czytałem/am na blogu. I jak z tego wybrnąć?:))))Jest jeszcze wersja dla mniej pewnych zyciowo - wszyscy przeczytają na blogu i nikt cie o nic nie pyta, więcmoże się wydawać, że nikt się nie interesuje. Ale to tak na marginesie.

    Poza tym chciałam się dowiedzieć gdzie się, do licha, zdobywa ser plesniowy w puszce!

    To chyba najdłuższy komentarz w moim zyciu...

    OdpowiedzUsuń
  2. a ser plesniowy w puszkach to pływa na szkockich statkach ratunkowych na Morzu Północnym.Krąży między platformami wiertniczymi i potrafi wylądować u Maćka w lodówce.:-))

    OdpowiedzUsuń