piątek, 14 sierpnia 2009

KonstantyStambul

Stambul wita nas. Zwykle takie ladne sformulowania sa tylko stylistycznym trickiem, ktory ma blyszczec w tekscie i bawic czytelnika. Ale nas Stambul naprawde przywital. Wystarczylo wyjsc na plyte dworca autobusowego i juz zjawilo sie dwoch nowych przyjaciol - Kurd i Turek. Byc moze wyobrazacie juz sobie dwoch Azjatow zerujacych na naiwnych turystach. Ale byc moze nikt Wam nigdy nie kupil kebaba i kefiru tylko dlatego, ze przyjechaliscie z obcego kraju i macie plecaki.

W trakcie posilku pierwszy raz mielismy okazje porozmawiac po turecku. Nie "w jezyku", ale wlasnie po turecku. Rozmowa sklada sie z dowolnych slow wypowiadanych z odpowiednia intonacja - pytajaca, jezeli mamy jakies watpliwosci, lub twierdzaca, gdy rozmawiamy po prostu z uprzejmosci. Jezeli chcemy gdzies dojechac warto wtracic w zdanie nazwe geograficzna i machac rekoma. Wiekszosc Turkow uwaza, ze kilkakrotnie powtorzone zdanie w ich wlasnej mowie tlumaczy sie samo, wiec bezkompleksowo mozna odpowiadac im po polsku. Co ciekawe, zwykle w koncu udaje sie jakos porozumiec. Ludzi mowiacych po niemiecku, angielsku, czy rosyjsku mozna oczywiscie spotkac, ale nie ma zadnej reguly co do ich szukania. Z naszej praktyki wynika, ze zakutana w chuste wiekowa Turczynka spotkana na ulicy moze mowic jak rodowita Niemka, a w kilku bankach pod rzad nie uda sie spotkac nikogo uzdolnionego jezykowo. Podobno slowo jest silniejsze od miecza, ale turecka historia tego nie potwierdza.

Wyraznie zaprzeczal temu chlopak spostrzezony pod Haga Sofia. Na czarnym T-shircie Turka pysznila sie zlota data 1453 i napis "Sultan Mehmed". Mowa oczywiscie o tureckim bohaterze narodowym, ktory zdobyl Konstantynopol dla muzulmanskiego swiata i rozprawil sie z bizantyjskim imperium. To co dla chrzescijanskiej Europy jest katastrofa, tutaj traktowane jest jak wielkie swieto. Widoki z obu stron barykady widoczne sa wciaz w Haga Sofii. Kosciol przerobiony na meczet szczyci sie mozaika Maryi z Dzieciatkiem i poteznymi malowidlami na chwale Allacha. Dzieki temu obie kultury moga sie w "swojej" swiatyni poczuc odrobine nieswojo. Dzieki Ojcu Narodu - Ataturkowi - od lat trzydziestych XX wieku Haga Sofia jest wylacznie muzeum i prace konserwacyjne przy odkrytych ponownie dla swiata chrzescijanskich obrazach mogly toczyc sie tam bez przeszkod. Ale jadac na wschod kraju europejski podrozny moze zaobserwowac wiele meczetow o dziwnie koscielnych ksztaltach.

O ile jednak kamienne cielsko Stambulu wyglada czesto dosc europejsko, to powiew Wschodu widoczny jest tu glownie dzieki ludziom. Miasto tetni zyciem, ktore w wiekszosci toczy sie na ulicy. Na ulicy pije sie herbate, przesiaduje ze znajomymi, bawi i handluje. Handel to zreszta osobne misterium. Doswiadczylismy go na mocno europejskim juz Grand Bazaar kupujac wyposazenie kazdego porzadnego Turka, czyli nargile. Sprzedawca widzac nasze zainteresowanie fajka pokazal nam troche kupieckiego kunsztu. Pytanie "ile" jest tu tylko zagajeniem rozmowy. Dobry handlarz nie powinien na nie od razu odpowiadac. - Ile, ile. Ale czy wy naprawde chcecie ze mna handlowac? - zagail Turek i wciagnal nas w wir rozmowy, gdzie cenowa licytacja w ciezkoakcentowym angielskim przeplatala sie z odwolaniami do przyjazni i ogolnymi refleksjami o swiecie. Zbilismy polowe ceny i gotowi do dymienia poszlismy przed siebie z nowym nabytkiem.

Stambul wital nas wylewnie, a zegnal bardzo dlugo. Wyjezdzajac na nastepny dzien po przybyciu, sunelismy autobusem bez konca przez coraz to nowe dzielnice. 20-milonowa aglomeracja nie jest rajem dla autostopowiczow i trudno sie obejsc bez przejazdu busikiem, ktory za kilka lir wywiezie turyste wglab Azji.

1 komentarz:

  1. w koncu pojawily sie zdjecia NieMaćka :)
    Już myslalam ze poza przystojna buzia mojego ukochanego nic ciekawego tam nie ma :*

    OdpowiedzUsuń